Artykuły

Left 4 dead – grafika

Left 4 dead został stworzony przez Sierra i naprawdę uważam, że ta gra wyszła im po prostu doskonale. Nie ma to jak pobawić się w zabijanie zombie, przy okazji podziwiając wiele detali ujawnionych przez grafików Sierra, które sprawiają, że gra jest o wiele przyjemniejsza i daje wiele radości. Zombie mają wszystkie detale na twarzy zrobione przerażająco, jeżeli gramy na full detalach, na szybkim komputerze (nawet można ściągnąć łatki do tej gry ulepszające grafikę i sprawiające, że naprawdę możemy dostać zawału) to naprawdę świetenie się bawimy i zarazem boimy.
Gra w gruncie rzeczy nie ma wielkich wymagań, wystarczy przeciętny *jak na obecne czasy) komputer aby odpalić ją na prawie najlepszych detalach. Fakt faktem, aby odpalić na full detalach trzeba mieć troszeczkę szybszy niż standardowy komputer, jednak przecież żyjemy w Polsce, tutaj panuje powszechny dobrobyt, nieprawdaż? Wybaczycie mi chyba nutkę ironi 😉
W każdym razie polecam tą grę nawet ludziom ze słabym sprzętem, ta produkcja jest za dobra, aby odpuścić sobie zabawę ze względu na jak ja to nazywam „problemy techniczne”. Po prostu grajmy, nieważne czy widzimy każdą krostę na mordzie zombich czy też każdy mięsień na ramieniu Rayana. Polecam gorąco zrobienie z kolegami LANa w Left 4 dead, wystarczy mieć cd key potrzebny do grania w trybie multiplayer oraz oczywiście cztery komputery. Ale każdy przecież ma swój (jeżeli nie ma, to nie potrafi zazwyczaj w ogóle grać ,a tacy ludzie sprawią, że mapa będzie nierealna do przejścia – takie są niestety realia tej gry) więc problemm to nie powinno być. Wchodzimy do pokoju, rozstawiamy biurka czy cokolwiek na czym postawimy komputery, odpalamy left 4 dead i zaczynamy wspaniałą zabawę. Musimy pamiętać, aby uważać na swoich przyjaciół – ta gra wymaga pełnego skupienia, jednak zarazem ciągłej komunikacji.
„Przeładowuje !!” czy „ Z lewej, Maciek, z lewej !!” Wielokrotnie słyszałem gdzieś za plecami Huntera, natychmiast odwracając się i strzelając do niego w locie, podczas gdy kolega właśnie odbiegał, ostrzeżony przezemnie. Takie sytuacje są godne uwagi, powiem nawet więcej – chętnie bym obejrzał filmik nakręcony z jakiegoś punktu widzenia (nie z naszej perspektywy) z tego, jak przechodzimy niektóre mapki. Każda akcja jest ciekawa, jednak niektóre to naprawdę szczyt zgrania. Gdy jeden z nas zaczyna po prostu biec na chama przez zombie nie strzelając, a zombie dookoła niego umierają „same z siebie”. Oczywiście ma wsparcie dwóch pozostałych, bo trzeci właśnie się wykrwawia gdzieś dalej. A gdy już dobiegnie, to amunicja jest mu potrzebna – powalony sojusznik jest zazwyczaj atakowany przez jakieś mocniejsze monstrum, jak tank, witch, hunter czy cokolwiek innego. W left 4 dead możemy zapomnieć o samodzielnych wypadach typu rambo i zabijaniu tych tysięcy potworków samemu. Wystarczy jeden silniejszy (smoker czy hunter) i jest po nas, jedynym ratunkiem może się okazać przyjaciel, który podbiegnie do nas na czas, czy też ostrzela atakującego nas stwora na odległość.
Lepiej byłoby zrobić to tak, abyśmy nie stracili zbyt wiele życia – jednak jest to niebywale trudne. Bo jeżeli chcemy podibec, to niestety musimy się liczyć z tym, że nie dość, że tracimy czas do dojście. Oprócz tego jest nas jedynie czwórka, a jeżeli połowa z nich nie strzela to siła naszego oporu spada diametrnalnie.. połowę. A też nie zawsze warto pobiec, gdyż może się okazać, że mniej życia byśmy stracili, przyjaciel szybciej by się uwolnił i dołączył do nas. Ale jest inny sposób – możemy po prostu pobawić się w „snajpera” po prostu zabijając potwora, który sprawia kłopot przyjacielowi.
Jednak musimy się liczyć z tym, że po nasze kule mogą po drodze spotkać zombie, nie przechodząc za daleko, a pozatym najważniejszy problem – co, jeśli zamiast uratować przyjaciela zabijemy go? Wtedy raczej sytuacja będzie fatalna, bo wszyscy, którzy w tą grę grali wiedzą, że jeden mniej  – mamy przesrane.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceny: 0.0/10 (0 głosów )
VN:F [1.9.22_1171]
Oceny: 0 (z 0 głosów)

Zostaw odpowiedź